Isekai Shikkaku – nieudany bohater

Każda dobra historia zaczyna się od czyjejś śmierci. Nie wierzycie mi? Jakiemuś randomowi ze stronki z artykułami o anime? A co powiecie na takiego Króla Lwa, Odlot lub Gdzie jest Nemo? A może bardziej przemówią do was takie anime jak Mushoku Tensei czy Oshi no Ko? Zastanówcie się dobrze.
Co się stanie, jak zabierzemy ten kultowy isekai’owy element? Protagonista, chcąc przejść z Charonem na drugą stronę, zostaje zabrany z jednego świata i wrzucony w drugi jako bohater z misją pokonania Władcy Demonów. Co zrobi dalej? Czy porzuci swe czarne myśli? Czy zostanie bohaterem, jakiego nowy świat potrzebuje? O tym w dalszej części recenzji Isekai Shikkaku.
Fabuła
Fabuła Isekai Shikkaku opowiada o losach niespełnionego pisarza, niejakiego Profesora (Sensei). Jego życie jest pasmem ciągłych porażek i nieszczęść. Można by rzec, że jest ucieleśnieniem wszystkich Schopenhauerowych memów. Jedynym płomykiem szczęścia w jego życiu jest możliwość popełnienia podwójnego samobójstwa wraz ze swoją ukochaną, Sacchan.
Niestety nawet ten jedyny płomyczek zostaje szybko zgaszony. Gdy kochankowie mieli już przywitać się ze strażnikiem Styksu, zostali… potrąceni przez ciężarówkę. Zamiast zimnego pocałunku śmierci na protagonistę czekała zimna posadzka świątyni i kapłanka Anette z „radosną” wiadomością. „Zostałeś wybrany, by pokonać Władcę Demonów i uwolnić nasz świat”.
Aż chce się rzec: kolejny isekai z OP bohaterem, który dzięki „nowemu życiu” zmieni ten świat na lepsze. Może i tak by było, jednakże wraz z Profesorem przeniósł się i jego pech. Szybki wgląd w statystyki pokazuje, że zamiast Heraklesa mamy „Cherlaklesa”, którego położy pierwszy słabszy przeciwnik. Jedyną rzeczą, która jakoś go trzyma przy życiu, jest nadzieja, że spotka w nowej krainie swoją ukochaną i uda się im dokończyć „rytuał przejścia”.
A będzie to interesująca wyprawa, w której Profesor wraz ze spotkanymi po drodze towarzyszami będzie odkrywał „nowy, wspaniały świat”. Tylko czy ten świat rzeczywiście jest taki wspaniały, jak na broszurach reklamowych biur podróży, czy może pod tymi wszystkimi pancerzami, magią i wszechobecną pompatycznością kryje się smród rozkładającego się trupa? Odpowiedź nie jest trudna do wydedukowania.

Postacie
W Isekai Shikkaku oglądamy przygody trójki postaci: Profesora, Anette i Tamy. O Profesorze już dość dużo opowiedziałem, więc przejdę do pozostałej dwójki.

Anette jest elfką i strażniczką jednej z czterech świątyń, w której pojawiają się Przybysze z innego świata. Na początku podchodzi do swojej pracy z pasją i żywo angażuje się w rozwój potencjalnych wyzwolicieli ich krainy. Niestety każdy nowy Przybysz okazuje się być takim samym bucem jak jego poprzednik.
W efekcie praca Anette zmienia się w przykry obowiązek, a szkolenie „przyszłych bohaterów” zostaje sprowadzone do symbolicznego „odhaczania kolejnych punktów” i oczekiwania na kolejnego. Brzmi znajomo, co nie? Tę pętlę przerywa pojawienie się Profesora, którego niecodzienne podejście do życia sprawia, że elfka porzuca swoją pracę przewodniczki i zaczyna nowe życie u boku pisarza.

Tama jest drugą postacią, którą poznał Profesor. Spotkał ją w przyjemnej, przynajmniej dla bohatera, sytuacji. Mianowicie została złapana przez magiczne drzewo, które zabija poprzez wysysanie sił życiowych. Kocia dziewczyna prosi pisarza o pomoc, ale ten, przez swoją nieudolność, również zostaje złapany. Pewny uścisk drzewa wszystko zakończy… tak zapewne pomyślałby Profesor.
Drzewo, zamiast spodziewanej siły życiowej, wysysa z niego… truciznę, którą faszerował się od momentu przybycia. W ten prosty sposób przeciwnik pada trupem, a wraz z nim plan bohatera na szybką śmierć. Tama, widząc tak spektakularny pokaz siły, dochodzi do jedynego logicznego wniosku – Profesor musi być niesamowicie potężnym wojownikiem. Nie pozostaje jej więc nic innego, jak dołączyć do swojego nowego wybawcy.
Podsumowanie
Pozwolę już sobie zakończyć ten depresyjny ton i przejdę do podsumowania. Muszę przyznać, że było to jedno z ciekawszych anime, jakie ostatnio miałem okazję oglądać. Tak jak rynek zawalony jest generycznymi isekai’ami, tak Isekai Shikkaku okazało się miłą odskocznią od „kolejnego typa z supermocami, który ratuje świat/chce żyć w spokoju, gromadząc przy tym swój mały haremik”. Jest to seria zdecydowanie warta polecenia i taki trochę czarny koń sezonu lato 2024.
Isekai Shikkaku na platformach:

