Armored Trooper VOTOMS – klasyczna animacja z gatunku mecha

Jesteś żołnierzem, najprawdopodobniej od dziecka. Konflikt trwa dłużej, niż żyjesz, a jedyną umiejętnością, którą naprawdę opanowałeś, jest zabijanie. Zostajesz przydzielony do tajemniczej misji. Nie znasz jej celu, nie znasz jej okoliczności i nie wiesz nawet, kto naprawdę wydaje rozkazy. Wiesz jedynie tyle, ile przekazują ci bezpośredni przełożeni.
Szybko okazuje się, że celem jest tajna placówka… należąca do twojej własnej armii.
Zabijasz swoich. Nikt nie odpowiada na pytania. Widzisz rzeczy, których nigdy nie powinieneś zobaczyć. Dla dowództwa stajesz się problemem. Pod koniec operacji próbują cię zlikwidować za pomocą ładunku wybuchowego. Cudem przeżywasz. Zostają ci jedynie pytania i desperacka potrzeba poznania prawdy. Przed tobą ból. Jeszcze więcej bólu. A śmierć będzie podążać krok w krok, podczas gdy utracone zaufanie do ludzi okaże się czymś niezwykle trudnym do odzyskania.

Klasyki Czar…
Istnieją seriale, które przypominają, dlaczego wiele lat temu zacząłeś oglądać anime. Armored Trooper VOTOMS (1983) jest właśnie jednym z nich. Nie dlatego, że jest pozbawiony wad. Nie dlatego, że zrewolucjonizował każdy element gatunku. Dlatego, że po ponad czterdziestu latach nadal potrafi opowiedzieć historię, która angażuje, bawi i skłania do refleksji, nie uciekając się do tanich sztuczek.
VOTOMS nie próbuje być Ghost in the Shell (1995) ani Jin-Roh (1999). Wie, czym jest – militarnym anime akcji – i właśnie dlatego działa tak dobrze. Nie sili się na filozoficzne manifesty ani przesadnie skomplikowaną symbolikę. Zamiast tego opowiada zaskakująco dojrzałą historię.
Nie jest to opowieść o bohaterach, tylko historia o ludziach, którzy przeżyli zbyt wiele, by nadal wierzyć w heroizm. Wojna nie przynosi tutaj chwały. Przynosi traumę, zniszczone miasta i społeczeństwo próbujące funkcjonować na ruinach dawnej cywilizacji. W fabule pojawiają się korupcja aparatu władzy, tortury, niewolnictwo, przemoc seksualna oraz rzeczywistość państwa, które podporządkowało całe swoje istnienie wojnie totalnej, praktycznie wycofując się z życia cywilnego i pozostawiając obywateli samym sobie.
Szczególnie interesująco przedstawiono losy weteranów. Wielu z nich zostało wcielonych do armii jeszcze jako dzieci i nie zna innego życia niż niekończąca się wojna. Gdy konflikt zaczyna dogasać, muszą odnaleźć się w społeczeństwie, do którego nigdy nie byli przygotowywani. Nieliczni znajdują miejsce w nowo tworzonych formacjach porządkowych. Większość trafia jednak na margines – zostaje gladiatorami, najemnikami lub zwyczajnymi renegatami.
Równie przekonująco wypada obraz cywilów. Choć nie walczyli na froncie, oni również są ofiarami konfliktu i próbują odnaleźć się w świecie, w którym cywilne instytucje państwa praktycznie przestały istnieć. To właśnie takie elementy sprawiają, że VOTOMS pozostaje czymś więcej niż kolejnym serialem akcji.

Surowe piękno
Dużą zaletą produkcji jest także warstwa audiowizualna. Klasyczna, w pełni ręcznie rysowana animacja utrzymana jest w stylistyce przyziemnego science fiction i nawet dziś potrafi robić wrażenie. Widać kunszt animatorów, zwłaszcza podczas scen walki oraz szerokich plenerów, które jak na telewizyjną produkcję z początku lat osiemdziesiątych prezentują się wyjątkowo okazale. Klimatu dopełnia znakomita obsada aktorska. Szczególnie warto wspomnieć Yoko Kawanami (zm. 2025), której głos doskonale oddaje charakter epoki, oraz Kōseia Tomitę (zm. 2020), jednego z największych weteranów japońskiego dubbingu.
Równie ciekawie twórcy podeszli do samego gatunku mecha. Zapomnij o gigantycznych robotach rzucających budynkami. VOTOMS wybiera zupełnie inną drogę. Tutejsze mecha przypominają ciężkie, przemysłowe pancerze wspomagane. Są powolne, toporne i zdecydowanie bliższe sprzętowi wojskowemu niż superbohaterskim maszynom. Na polu walki funkcjonują gdzieś pomiędzy piechotą a wojskami pancernymi, szczególnie dobrze sprawdzając się w warunkach zerowej grawitacji.
Co równie istotne, są zawodne, niebezpieczne dla własnych pilotów i często bardziej przypominają humanoidalne trumny niż cudowną broń. Nie bez powodu projekty mecha z VOTOMS uznawane są za jedne z najbardziej wpływowych w historii gatunku i miały ogromny wpływ na rozwój realistycznego nurtu militarnego science fiction oraz cyberpunku.
Całość sprawia wrażenie produkcji skierowanej do dojrzalszego odbiorcy. Nie jest to serial psychologiczny, ale twórcy wyraźnie zakładają inteligencję widza. Nie tłumaczą wszystkiego, nie prowadzą go za rękę i nie upraszczają świata bardziej, niż jest to konieczne. W czasach, gdy wiele współczesnych produkcji boi się pozostawić odbiorcy miejsce na własną interpretację, takie podejście robi bardzo dobre wrażenie.

Jednak troche rdzy widać…
Nie oznacza to jednak, że VOTOMS jest pozbawiony wad. Najbardziej rzuca się w oczy sposób przedstawiania kobiet. W świecie zdominowanym przez mężczyzn bohaterki najczęściej pozostają bierne lub sprowadzone do roli średnio kompetentnego comic relief. Drugoplanowa obsada również pozostawia pewien niedosyt. Wiele postaci przypomina statystów pojawiających się wyłącznie po to, by odegrać swoją rolę w konkretnym fragmencie fabuły, przez co świat momentami traci na wiarygodności.
Wiek produkcji również daje o sobie znać. Serial regularnie wykorzystuje te same kilkusekundowe animacje i ujęcia, aby ograniczyć nakład pracy animatorów. W efekcie każda podróż windą wygląda niemal identycznie, a takich scen w futurystycznej architekturze VOTOMS jest naprawdę sporo.
Pewnym problemem pozostaje także sposób wykorzystania traumy głównego bohatera. PTSD protagonisty funkcjonuje momentami na zasadzie „PTSD Schrödingera”: raz skutecznie uniemożliwia mu działanie, innym razem całkowicie znika, jeśli wymaga tego scenariusz.
Sam protagonista jest typowym dla swojej epoki cichym i zamkniętym w sobie antybohaterem. Traktuje sojuszników przedmiotowo, choć uczciwie trzeba przyznać, że oni równie często postrzegają jego jako użyteczne narzędzie lub okazję do szybkiego wzbogacenia się. Trudno jednak jednoznacznie uznać taki sposób kreacji za wadę. W końcu mówimy o serialu powstałym w latach 1983–1984, gdy podobny typ protagonisty nie był jeszcze tak wyeksploatowany jak obecnie.

Największym problemem pozostaje jednak tempo narracji. Ponad pięćdziesiąt odcinków to w rzeczywistości materiał, który bez większych strat można byłoby skrócić do trzydziestu kilku, może nawet dwudziestu. Niektóre wątki są zwyczajnie zbyt rozwlekłe. Paradoksalnie właśnie dzięki temu świat przedstawiony ma czas wybrzmieć i nabrać wiarygodności. To jedna z tych wad, która dla części widzów okaże się zaletą. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że współczesny odbiorca, przyzwyczajony do znacznie szybszej narracji, może uznać serial za zbyt powolny.
W odbiorze dzieła nie pomaga również łatwo dostrzegalny plot armor. Protagonista i jego sojusznicy wielokrotnie wychodzą cało z sytuacji, które powinny zakończyć się tragedią. Gdy nawet elitarni przeciwnicy wykazują się celnością godną szturmowców z Gwiezdnych wojen, poczucie zagrożenia stopniowo zanika, a wraz z nim część immersji.
Na końcu pozostaje jeszcze jeden niedosyt. Świat przedstawiony jest niezwykle interesujący, ale jego potencjał nie zostaje w pełni wykorzystany. Wiele elementów worldbuildingu zostaje jedynie zasygnalizowanych i pozostawionych wyobraźni widza. Z jednej strony dodaje to światu tajemniczości, z drugiej pozostawia wrażenie niewykorzystanej szansy.

Podsumowując…
VOTOMS nie jest serialem idealnym. Jest nierówny, momentami rozwlekły i wyraźnie zdradza swój wiek. A jednak pozostaje jedną z tych produkcji, które przypominają, dlaczego anime przez lata potrafiło oferować militarne science fiction inne niż zachodnia fantastyka. Mniej efektowne, bardziej przyziemne. Mniej zainteresowane spektaklem, bardziej losem ofiar wojny. Nie wszystkie klasyki wytrzymują próbę czasu. VOTOMS, mimo swoich wad, nie tylko ją wytrzymuje – nadal pozostaje jednym z fundamentów gatunku mecha i pozycją obowiązkową dla każdego miłośnika militarnego science fiction.
