Tensei Shitara Slime Datta Ken – Soukai no Namida-hen — czy warto było czekać?

Nie tak dawno temu w kinach zadebiutował drugi film z franczyzy Tensei Shitara Slime Datta Ken. Na seans ten udałem się pod koniec poprzedniego tygodnia, przypominając sobie zawczasu o pierwszym filmie, o którym to zwyczajnie zapomniałem. Z tego też względu obejrzałem oba filmy po raz pierwszy jednego dnia i mam dobre porównanie. Jeżeli nie jesteście pewni, czy produkcja ta jest warta uwagi, to zapraszam do lektury.
Fabuła
Tensei Shitara Slime Datta Ken – Soukai no Namida-hen jest bezpośrednią kontynuacją trzeciego sezonu Galarety. Nie ma nic wspólnego z pierwszym filmem i jego znajomość jest zbędna. Muszę tu zaznaczyć, że oglądanie filmu bez znajomości ostatnich odcinków trzeciego sezonu to zły pomysł, gdyż całość jest związana mocno z sariońską cesarzową, więc bez znajomości tej postaci można narobić sobie sporo spoilerów co do jej stosunków z Rimuru oraz charakteru.
Fabuła Tensei Shitara Slime Datta Ken – Soukai no Namida-hen dzieje się na odległej wyspie, gdzie nasz władca demonów udaje się z grupą najbliższych podwładnych w celach wypoczynkowych. Jak jednak nietrudno się domyślić, zostaje on wplątany w pewną kabałę, a dokładniej kryzys polityczny w podwodnym królestwie wywołanym przez pewnego uroczego złodzieja. Dodatkowo pojawia się zagrożenie w postaci Wodnego Smoka, jednego z potężnych smoków żywiołów.
Brzmi nieco oklepanie? Niestety, tak właśnie jest. Tensei Shitara Slime Datta Ken – Soukai no Namida-hen to bardzo prosty i niemal leniwy w swej formie film, którego przebieg bardzo łatwo przewidzieć. Główni antagoniści są prości jak budowa cepa, nowych postaci jest niewiele i raczej żadna z nich nie będzie miała większego znaczenia dla serialu, co odróżnia ten film od poprzedniego. Jedynym wyjątkiem jest pewna niezwykle istotna postać ukazana nam w scenie po napisach. Jednakże nie da się tego nawet porównać do tego, co otrzymaliśmy w poprzednim filmie.

Postacie
Akcja Tensei Shitara Slime Datta Ken – Soukai no Namida-hen obraca się wokół niejakiej Yury, pięknej kobiety, która ukradła jakiś dziwny flet z podwodnego królestwa i trafiła na tę samą wyspę co Rimuru. Nasz władca demonów wraz z paroma podwładnymi, m.in. Benimaru, Gobtą czy Shion, udaje się na zaproszenie cesarzowej Elmesii na wyspę wypoczynkową gdzieś blisko El Dorado, złotego miasta władanego przez Leona Cromwella. Naszym bohaterom towarzyszy Milim z Frey, Veldora, a także Luminous wraz z Hinatą. Wiele tych postaci nie ma jednak większego znaczenia dla fabuły filmu i są po prostu jako dodatki.
Pomijając marnych antagonistów oraz postacie trzecioplanowe, o których zapominamy tuż po seansie, to jedynie Yura jest jakkolwiek ciekawa. Jednakże nie jest to postać głęboka czy wyjątkowa. Zdaje się raczej prostym archetypem, która po pokazaniu swego charakteru jest niezwykle przewidywalna. Yurę można polubić, to fakt, lecz nie dorównuje nawet głównym postaciom obecnym w pierwszym filmie i cały jej wątek tak naprawdę jest nieistotny dla szerszej historii.

Oprawa audiowizualna
Podczas oglądania miałem dziwne wrażenie, że jakość oprawy audiowizualnej jest niższa niż w poprzednim filmie. Możliwe jednak, że Tensei Shitara Slime Datta Ken – Soukai no Namida-hen wyglądało i brzmiało tak marnie, gdyż była to wersja od Crunchyroll. Jak nietrudno się domyślić, z powodu czcionki czasem napisy były nieczytelne, obraz wydawał się rozlazły, a dźwięki czasem przypominały tanie assety z internetowego sklepu.
Radzę oglądać tę produkcję, gdy już wyjdzie w wersji BD, bo kinowa jakość pozostawia wiele do życzenia, zwłaszcza z powodu czcionki. Żaden nowy utwór nie zapada w pamięć, a akcja, choć czasem jest widowiskowa, to znowu zdaje się marniejsza niż w pierwszym filmie.

Podsumowanie
Tensei Shitara Slime Datta Ken – Soukai no Namida-hen nieco zawiódł moje oczekiwania. Pierwszy film był bardzo ciekawy i został mocno powiązany z główną historią. Twórcy zdawali się szanować lore świata oraz eksponować mocno postać, która będzie bardzo istotna w przyszłych sezonach. Dodatkowo istnienie głównych bohaterów pierwszego filmu była ukazana też w serialu, gdyż parę postaci było obecnych podczas festiwalu w Tempest.
Jednakże Tensei Shitara Slime Datta Ken – Soukai no Namida-hen jest inne. Choć dalej zachowuje jakąś spójność z lore dzięki kwestii Leona, to cała wycieczka na wyspę sponsorowana przez cesarzową zdaje się mocno naciągana i nie pasuje tak do całokształtu, jak wsparcie Hiiro w pierwszym filmie. Wątpię, aby jakakolwiek nowa postać, z wyjątkiem jednej kanonicznej z powieści, pojawiła się w przyszłych sezonach i by ten film miał jakiekolwiek znaczenie. Moim zdaniem można go spokojnie pominąć i nic się nie utraci. Jako też, że akcja filmu dzieje się po trzecim sezonie, to może wytrącić nieco z nastroju oraz oddalić zaczęcie potencjalnie wybitnego czwartego sezonu.
Ostatecznie oceniam Tensei Shitara Slime Datta Ken – Soukai no Namida-hen jako film 6/10. Początkowo oceniłem go wyżej o jedną gwiazdkę, ale po dłuższym namyśle zdecydowałem się na szóstkę. Powodem jest to, jak jakościowo słabszy mi się wydaje od reszty produkcji spod szyldu niebieskiej galarety. Nie wnosi nic ciekawego, momentami wydaje się mieć mocno zmarnowany potencjał oraz te ważne rzeczy, jakie zostały tu wspomniane, równie dobrze mogły się pojawić w losowym odcinku czwartego sezonu, bo omówienie ich zajęłoby z pół minuty.
Dla kogo jest ten film? Dla fanów Rimuru. Jeśli nie jesteście wielkim fanem tej franczyzy, to radzę wam po prostu pominąć ten film, może oglądając tylko scenę po napisach koncentrującą się na pewnej istotnej i fajnej postaci. Niestety jest to wielki spadek w porównaniu do pierwszego filmu, który oceniam osobiście na 8/10 i polecam gorąco obejrzeć przed trzecim sezonem (1 sezon -> 6 odcinkowe OVA -> Coleus no Yume -> Tensura Nikki -> 2 sezon -> 1 film). Recenzji pierwszego filmu robić raczej nie będę, lecz wiedzcie, że gorąco go polecam.
Polecam moje inne recenzje, przykładowo Sekai Saikou no Ansatsusha, Isekai Kizoku ni Tensei suru lub Solo Leveling.
