Dakara Boku wa, H ga Dekinai. – kiedy zboczone myśli mogą uratować ci życie
Zanim zaczniemy, przeprowadźmy mały test uczciwości.
Jeżeli uruchomiliście Dakara Boku wa, H ga Dekinai. wyłącznie dla rozbudowanej fabuły fantasy, interesującego systemu walki i pogłębionej analizy stosunków pomiędzy światem ludzi a krainą Ponurych Żniwiarzy, możecie spokojnie czytać dalej. Administracja Strefy Anime szanuje każde kłamstwo, o ile zostanie wypowiedziane z wystarczającą pewnością siebie.
Notka od redaktora – administracja Strefy Anime nie popiera ani nie szanuje żadnej formy kłamstwa lub zakłamywania prawdy. *wink*
Pozostali mogą już przestać udawać, że rudowłosa dziewczyna z ogromną kosą i strojem zaprojektowanym przy wyraźnych brakach materiału nie miała żadnego wpływu na wybór tej serii. Spokojnie, nikt was tutaj nie będzie oceniał. Co najwyżej dyskretnie sprawdzimy historię wyszukiwania, ale wyłącznie w celach naukowych.
Historia rozpoczyna się od spotkania, które w normalnym świecie zakończyłoby się krótkim pytaniem: „Przepraszam, czy wszystko w porządku?”. W świecie anime kończy się wspólnym mieszkaniem, magicznym kontraktem i zagrożeniem dla całej ludzkości.
Ryousuke Kaga wraca do domu i zauważa piękną, rudowłosą dziewczynę stojącą samotnie w deszczu. Rozsądny człowiek zaproponowałby jej parasol. Doświadczony fan anime natychmiast przypomniałby sobie natomiast, że tajemnicza piękność znaleziona podczas ulewy zazwyczaj okazuje się demonem, boginią, kosmitką, przyszłą żoną albo początkiem rachunku za zniszczenie połowy miasta.
Ryousuke, zamiast uciekać… zaprasza ją do domu. I już w tym momencie wiadomo, że jego instynkt samozachowawczy przegrał z innym instynktem. Bardziej energicznym, znacznie mniej rozsądnym i wyjątkowo trudnym do pokazania podczas rodzinnego obiadu.
Nieznajoma przedstawia się jako Lisara Restall. Piękna, dumna i śmiertelnie niebezpieczna Ponura Żniwiarka, która przybyła do świata ludzi w poszukiwaniu wyjątkowej osoby nazywanej Singular Man. Ryousuke szybko zawiera z nią kontrakt. Dzięki niemu Lisara może pobierać od chłopaka energię potrzebną do walki i pozostania w ludzkim świecie. Pozostaje tylko jedno pytanie. Skąd dokładnie bierze się ta energia?
Z jego lubieżności. Tak, bohater dosłownie zasila piękną Żniwiarkę swoimi nieprzyzwoitymi myślami. I bądźmy szczerzy, w tym momencie spora część widzów po raz pierwszy odkryje, że również posiada ogromny, całkowicie niewykorzystany, potencjał energetyczny.
No właśnie, jak tam u was z poziomem lubieżności? Nie musicie odpowiadać. Jeżeli nadal czytacie artykuł o chłopaku zasilającym Ponurą Żniwiarkę własnym podnieceniem, możemy już wyciągnąć pewne wnioski. Bez obaw. Nadal jesteście wśród swoich.
Gdyby Ryousuke podłączyć do niemieckiej sieci energetycznej, prawdopodobnie obniżyłby rachunki za prąd w połowie Europy. Gdyby podłączyć do niej przeciętnego fana ecchi, elektrownie atomowe mogłyby spokojnie przejść na wcześniejszą emeryturę.
Niestety kontrakt ma pewien skutek uboczny. Lisara odbiera chłopakowi znaczną część jego dotychczasowego popędu, przez co Ryousuke traci coś, co uważał niemal za fundament swojej osobowości.
Dla zwykłego człowieka byłaby to chwilowa niedogodność. Dla niego jest to tragedia porównywalna z awarią internetu podczas premiery wyczekiwanego odcinka albo nagłym wejściem rodziców do pokoju dokładnie wtedy, gdy na ekranie rozgrywa się scena, której nie da się już wytłumaczyć ciekawością dotyczącą japońskiej kultury.
A przecież odcinek dopiero się rozpoczął.

Ryousuke i Lisara, czyli kontrakt zawarty bez przeczytania regulaminu
W anime nie brakuje bohaterów, którzy przypadkiem lądują pomiędzy piersiami dziewczyny, zaglądają pod spódnicę albo otwierają drzwi do łazienki dokładnie w najgorszym możliwym momencie. Potem czerwienią się, przepraszają i próbują przekonać wszystkich, że absolutnie niczego nie widzieli. Ryousuke przynajmniej nie obraża inteligencji widza.
On nie udaje świętego. Otwarcie przyznaje, że interesują go kobiece wdzięki, komentuje to, co zobaczył i nosi w głowie własny „Niewidzialny Słownik”. Prawdopodobnie jest to jedyna publikacja, której nie odważyłby się pożyczyć nawet najlepszym przyjaciołom. Nie dlatego, że jest cenna. Po prostu później musiałby spojrzeć im w oczy.
Na pierwszy rzut oka Ryousuke wygląda więc jak kolejny napalony bohater, którego największym osiągnięciem będzie przeżycie dwunastu odcinków bez krwotoku z nosa. Tyle że pod całą warstwą głupich tekstów i nieprzyzwoitych fantazji kryje się ktoś zaskakująco odważny. Kiedy sytuacja robi się poważna, Ryousuke nie chowa się za Lisarą i nie czeka, aż piękna rudowłosa dziewczyna rozwiąże wszystkie problemy za niego. Walczy. Ryzykuje. Chroni innych.
I właśnie wtedy seria robi coś, czego początkowo trudno się po niej spodziewać. Pokazuje, że chłopak może być jednocześnie kompletnym zboczeńcem oraz człowiekiem, na którym da się polegać. Jedno nie wyklucza drugiego. To cenna lekcja dla wszystkich czytelników Strefy Anime. Zwłaszcza dla tych, którzy właśnie odetchnęli z ulgą.
Oczywiście Ryousuke chwilę później zazwyczaj mówi coś, przez co Lisara ponownie zaczyna rozważać własnoręczne skrócenie jego życia. Bohater ma niezwykły talent do wychodzenia z niebezpiecznych sytuacji tylko po to, aby natychmiast wejść w jeszcze groźniejsze. W jego obecności granica między odwagą a głupotą staje się równie cienka, jak materiał wykorzystywany do produkcji strojów w anime ecchi.
Ryousuke nie jest kolejnym niewinnym chłopcem, wokół którego dziewczyny rozbierają się przez przypadek, podczas gdy on kompletnie nie rozumie, co się dzieje. On doskonale wie, co się dzieje. Po prostu bardzo chce zobaczyć, co wydarzy się dalej. Podobnie jak wy.
Skoro dotarliście aż tutaj, nie próbujcie już nawet zaprzeczać.
Lisara stanowi jego całkowite przeciwieństwo. Jest dumna, zdyscyplinowana i przyzwyczajona do tego, że inni wykonują jej polecenia. Włada ogniem, posługuje się kosą i potrafi jednym spojrzeniem zasugerować Ryousuke, że jego dalsze istnienie jest właśnie poddawane ponownej ocenie. Nie potrzebowała w swoim życiu chłopaka, który komentuje kobiece kształty z zaangażowaniem eksperta przeprowadzającego kontrolę jakości. Los uznał jednak, że właśnie taki partner będzie dla niej idealny.
Ich relacja od początku opiera się na zderzeniu dwóch żywiołów. Lisara próbuje zachować powagę i wykonać swoją misję. Ryousuke próbuje zachować życie, odzyskać utraconą energię i przy okazji sprawdzić, jak daleko może przesunąć granicę cierpliwości swojej nowej współlokatorki. Granica ta przesuwa się zaskakująco często. Zazwyczaj w stronę jego twarzy. Czasami razem z pięścią.
Najlepsze jest jednak to, że spod wszystkich kłótni i dwuznacznych sytuacji stopniowo wychodzi prawdziwe przywiązanie. Lisara może grozić Ryousuke spaleniem, przecięciem albo odesłaniem na tamten świat, lecz kiedy naprawdę coś mu grozi, przestaje traktować go wyłącznie jak chodzący akumulator z podejrzanie bogatą wyobraźnią.
On natomiast zaczyna widzieć w niej kogoś więcej niż niezwykle atrakcyjną Żniwiarkę, która przypadkiem zamieszkała pod jego dachem. Oczywiście nadal zauważa, że jest atrakcyjna. Nie wymagajmy od człowieka cudów.

Ecchi z fabułą, czyli proszę zamknąć drzwi, ale bez przesady
Nie będziemy udawać, że fanserwis znalazł się tutaj przypadkiem. Nie potknął się w drodze do innego anime. Nie pomylił adresu. Nikt też nie wrzucił go do scenariusza na pięć minut przed oddaniem tekstu. On tutaj mieszka, ma własny pokój, klucze do lodówki i prawdopodobnie zajmuje najlepsze miejsce przed telewizorem.
Dakara Boku wa, H ga Dekinai. oferuje skąpe stroje, magiczne rozbieranie, kąpiele, niezręczne pozycje oraz fizykę kobiecego ciała funkcjonującą według praw, których żaden naukowiec nie odważyłby się opisać na trzeźwo. Jeżeli więc planujecie oglądać tę serię w salonie razem z całą rodziną, warto wcześniej przygotować sobie wiarygodne wyjaśnienie.
„To anime o kulturze japońskiej” raczej nie wystarczy. „Analizuję symbolikę czerwonej nici przeznaczenia” brzmi mądrzej, ale może przestać działać w chwili, gdy połowa garderoby bohaterek przestanie uczestniczyć w scenie. Najbezpieczniej powiedzieć prawdę: oglądacie opowieść o Ponurej Żniwiarce zasilanej lubieżnością nastolatka.
Po takim wyjaśnieniu nikt nie będzie zadawał dalszych pytań. Możliwe nawet, że już nigdy. Możecie też zamknąć drzwi. Nie trzeba od razu zabijać ich deskami. Chociaż po kilku odcinkach sami ocenicie, czy zwykły zamek daje wystarczające poczucie bezpieczeństwa.
Cały dowcip polega na tym, że pod tą bezwstydną warstwą naprawdę znajduje się fabuła. Mamy dwa światy, Ponure Żniwiarki, system kontraktów, walkę o energię życiową, tajemnicę Singular Man oraz bardzo konkretny termin przydatności głównego bohatera.
Ryousuke dowiaduje się bowiem, że zostało mu niewiele czasu. Jego współpraca z Lisarą przestaje więc być wyłącznie nietypową przygodą oraz świetnym materiałem na rozmowę z terapeutą. Staje się walką o przyszłość. W tym miejscu seria potrafi zaskoczyć. Jeszcze chwilę wcześniej bohater analizował kobiece wdzięki z dokładnością godną pomiarów geodezyjnych, a nagle musi mierzyć się ze świadomością własnej śmierci.
To przejście nie zawsze jest gładkie. Czasami dramatyczna scena dopiero zaczyna budować napięcie, a już zza rogu wyskakuje biust, kąpiel albo żart przypominający widzowi, po co naprawdę znalazł się po tej stronie internetu. Można powiedzieć, że fabuła i fanserwis walczą tutaj o ekran. Fabuła ma miecz, tajemnice i tragiczne przeznaczenie. Fanserwis ma przewagę liczebną.
Mimo wszystko historia nie zostaje całkowicie zmiażdżona pod ciężarem własnych wdzięków. Walki potrafią być dynamiczne, zagrożenie stopniowo rośnie, a Lisara nie jest wyłącznie ładną dekoracją. Gdy wyciąga kosę i zaczyna korzystać z ognia, przypomina, że przyszła do świata ludzi w konkretnym celu. I że Ryousuke powinien dwa razy zastanowić się nad kolejnym komentarzem.
Albo przynajmniej raz. To już byłby postęp.

Jedna Żniwiarka to za mało, więc uruchamiamy harem
Gdyby historia ograniczała się wyłącznie do Ryousuke i Lisary, moglibyśmy dostać całkiem prosty romans fantasy. Ale jesteśmy w anime ecchi. Tutaj jedna piękna dziewczyna to nie obsada. To dopiero ekran ładowania.
Na scenę wchodzi więc Mina Okura, przyjaciółka Ryousuke z dzieciństwa. Zna go od dawna, doskonale wie, jak działa jego umysł i mimo całej posiadanej wiedzy nadal chce przebywać w jego pobliżu. To już nie jest zwykłe uczucie. To odporność psychiczna na poziomie, którego zazdrościłyby jej służby specjalne.
Mina darzy Ryousuke prawdziwym uczuciem i nie potrzebuje kilku sezonów, żeby zrozumieć, że chłopak bywa zboczony. Prawdopodobnie wiedziała o tym, zanim on sam nauczył się poprawnie wymawiać słowo „biust”. Mimo tego pozostaje przy nim i staje się kolejnym ważnym elementem konfliktu.
Następnie pojawia się Quele Sellier, kuzynka Lisary. Kolejna Ponura Żniwiarka, kolejne moce i kolejny powód, dla którego spokojne życie głównego bohatera można już oficjalnie uznać za zmarłe. Quele zwraca się do Lisary z wielkim szacunkiem, ale jednocześnie sama zaczyna uczestniczyć w emocjonalnym zamieszaniu otaczającym Ryousuke. Najwyraźniej jego energia działa nie tylko na urządzenia nadprzyrodzone, lecz również na scenarzystów odpowiedzialnych za rozbudowywanie haremu.
Do gry dołącza także Iria Fukumune, rywalka Lisary z czasów szkolnych i popularna idolka w świecie ludzi. Łączenie kariery scenicznej z pracą Ponurej Żniwiarki brzmi jak wyjątkowo wymagający harmonogram, ale Iria radzi sobie z nim bez większych problemów. W końcu fani sami dostarczają jej energii.
Jeżeli kiedykolwiek zastanawialiście się, po co idolkom tak oddana publiczność, właśnie otrzymaliście odpowiedź. Człowiek przychodzi na koncert, a wychodzi jako część odnawialnego źródła energii.
Iria jest pewna siebie, efektowna i bardzo chętnie rywalizuje z Lisarą. Wprowadza do historii kolejną porcję zazdrości oraz udowadnia, że nawet w świecie Ponurych Żniwiarek szkolne rankingi potrafią ciągnąć się za człowiekiem dłużej niż kredyt hipoteczny.
W ten sposób wokół Ryousuke powstaje pełnoprawny harem. Chłopak, który niedawno martwił się utratą własnej lubieżności, zostaje otoczony przez kilka pięknych dziewczyn walczących, kłócących się i komplikujących sobie życie z jego powodu.
Los bywa okrutny. Zwłaszcza dla wszystkich samotnych widzów patrzących na ekran i próbujących zrozumieć, gdzie dokładnie popełnili błąd. Nie martwcie się. Prawdopodobnie po prostu nie zawarliście kontraktu z Ponurą Żniwiarką podczas deszczu.
Spróbujcie następnym razem. Pamiętajcie tylko, że obsada Strefy Anime nie odpowiada za pożary, utratę energii życiowej, magiczne pojedynki ani nagłe pojawienie się kilku kandydatek do związku. Szczególnie za to ostatnie, bo i tak nikt nam nie uwierzy.
Na szczęście bohaterki nie są całkowicie wymienne. Mina reprezentuje wieloletnie przywiązanie. Quele wnosi rodzinne powiązania ze światem Lisary. Iria zapewnia rywalizację i energię gwiazdy, która doskonale wie, że publiczność patrzy. Lisara natomiast coraz wyraźniej pokazuje, że nie zamierza spokojnie obserwować, jak inne dziewczyny ustawiają się w kolejce do jej kontrahenta. Nie nazwie tego zazdrością. To tylko bardzo intensywna kontrola jakości współpracy międzygatunkowej.
Za animację tej nadprzyrodzonej katastrofy uczuciowej odpowiada studio feel. Seria została wyemitowana w 2012 roku, liczy 12 odcinków oraz dodatkową OVA. Reżyserią zajął się Takeo Takahashi, a podstawę stanowi zakończona, jedenastotomowa light novel Pana Tachibany z ilustracjami Yoshiakiego Katsuraia.
Wizualnie produkcja jest dzieckiem swojej epoki. Kolory są wyraziste, projekty postaci atrakcyjne, a animacja największą troską otacza dokładnie te fragmenty anatomii, których obecności spodziewaliście się już po samym tytule. Niektóre serie inwestują cały budżet w finałową walkę. Tutaj można odnieść wrażenie, że księgowy miał osobną rubrykę zatytułowaną „ruch elementów strategicznych”.
I trzeba przyznać, że została skrupulatnie rozliczona.

Pod tym całym fanserwisem naprawdę bije jakieś serce
W pewnym momencie można dojść do wniosku, że Dakara Boku wa, H ga Dekinai. jest wyłącznie jednym długim żartem o pożądaniu, piersiach i chłopaku, który własnymi myślami mógłby zasilać niewielkie osiedle. To jednak tylko część prawdy.
Najciekawszym pomysłem serii jest sposób, w jaki lubieżna energia zaczyna zmieniać znaczenie. Początkowo wszystko wydaje się proste: Ryousuke myśli o kobietach, Lisara pobiera moc, a widz zastanawia się, czy powinien ściszyć dźwięk.
Z czasem okazuje się jednak, że najsilniejsze emocje bohatera wiążą się nie z przypadkową nagością ani kolejną fantazją, lecz właśnie z Lisarą. Pożądanie miesza się z przywiązaniem. Przywiązanie z troską. Troska z gotowością do ryzyka.
Nagle żart o chodzącym akumulatorze zaczyna prowadzić do całkiem szczerego romansu. Nadal pikantnego. Nadal pełnego sytuacji, podczas których warto sprawdzić, czy ktoś nie stoi za plecami. Ale już nie całkowicie pustego.
Ryousuke, mimo całej swojej bezczelności, naprawdę zaczyna walczyć dla Lisary. Ona natomiast musi zmierzyć się z faktem, że człowiek, którego początkowo traktowała głównie jako źródło energii, stał się dla niej kimś, kogo nie chce stracić.
I tu seria wypada najlepiej. Nie wtedy, gdy próbuje przebić konkurencję liczbą rozebranych bohaterek. Najlepiej działa w krótkich momentach, gdy Ryousuke i Lisara przestają się droczyć i zaczynają zachowywać jak dwoje ludzi, którym naprawdę na sobie zależy.
Oczywiście twórcy nie pozwalają, żeby zrobiło się zbyt poważnie. Jeszcze ktoś mógłby pomyśleć, że ogląda romans. Dlatego prędzej czy później pojawia się kolejny dekolt, niezręczna pozycja albo wypowiedź Ryousuke powodująca gwałtowny spadek szacunku Lisary do całego rodzaju ludzkiego.
Równowaga musi zostać zachowana.
Czy ta mieszanka zawsze działa? Nie. Czasami dramat i komedia wchodzą sobie w drogę jak dwie osoby próbujące jednocześnie przejść przez te same drzwi. Poważna scena dopiero nabiera znaczenia, gdy fanserwis wpycha się przed nią bez kolejki i zaczyna machać widzowi przed twarzą wszystkim, co akurat ma pod ręką.
Fabuła także mogłaby poświęcić więcej czasu zasadom świata i części postaci. Dwanaście odcinków to niewiele, szczególnie gdy trzeba zmieścić akcję, romans, harem, humor, tajemnicę, walkę ze śmiercią oraz regularne kontrole wytrzymałości garderoby.
Mimo tego seria ma własny charakter. Nie jest kolejnym ecchi, w którym bohater przypadkiem zdobywa harem i przez cały sezon udaje, że niczego nie zauważa. Tutaj jego lubieżność jest częścią fabuły, systemu mocy i ostatecznie również relacji z Lisarą.
To głupie. To bezwstydne. I właśnie dlatego działa.

Dla kogo jest ta seria?
Przede wszystkim dla widzów, którzy lubią ecchi z domieszką fantasy, akcji, haremu i romansu. Jeżeli dobrze bawicie się przy produkcjach, w których piekielne moce oraz kobiece wdzięki walczą o pierwszeństwo na ekranie, powinniście szybko poczuć się tutaj jak w domu. Jeśli fanserwis was drażni, omijajcie tę serię szerokim łukiem. Tutaj nie jest dodatkiem. Jest pełnoprawnym mieszkańcem domu, płaci czynsz i prawdopodobnie zna hasło do Wi-Fi.
Anime zawiera sporo nagości oraz dwuznacznych scen, dlatego zdecydowanie jest przeznaczone dla starszych widzów. Nie polecam również oglądania go w zatłoczonym pociągu, poczekalni u lekarza ani podczas wizyty u przyszłych teściów. Technicznie możecie. Po prostu później nie powołujcie się na Strefę Anime podczas składania wyjaśnień.
Podsumowanie, czyli czas przyznać, dlaczego naprawdę dotarliście do końca
Dakara Boku wa, H ga Dekinai. nie próbuje wmówić widzowi, że jest czymś, czym nie jest. To bezwstydne ecchi pełne fanserwisu, nagości i żartów, przy których część użytkowników Strefy Anime będzie nerwowo sprawdzać, czy drzwi do pokoju są dobrze zamknięte. Pozostali już dawno je zamknęli. Najbardziej doświadczeni zasłonili również okna.
Spokojnie, żartujemy. Chyba.
Pod całą tą pikanterią seria ma jednak sympatyczną główną parę, przyzwoitą akcję i naprawdę niezły pomysł na połączenie erotycznej komedii z walką o życie bohatera. Nie każda dramatyczna scena trafia w punkt, nie każda bohaterka dostaje tyle czasu, ile powinna, a fabuła momentami gubi się we własnych wdziękach. Trudno ją za to winić. Wielu widzów zgubi się dokładnie w tym samym miejscu.
Czy to anime zmieni wasze spojrzenie na świat? Raczej nie. Czy sprawi, że zaczniecie traktować nieprzyzwoite myśli jako potencjalne źródło energii odnawialnej? Bardzo możliwe. Czy po przeczytaniu całego artykułu nadal możecie udawać, że zainteresowała was wyłącznie fabuła? Oczywiście.
My nadal możemy udawać, że wam wierzymy.
Tylko proszę, nie wpisujcie swojej lubieżności do CV jako umiejętności technicznej. Ryousuke udowodnił wprawdzie, że przydaje się w sytuacjach kryzysowych, ale dział kadr może nie znać tej serii.
A teraz możecie już otworzyć drzwi. O ile wcześniej naprawdę nie zabiliście ich deskami.
Więcej podobnych tekstów znajdziecie w dziale Anime na Strefie Anime.
Możecie sprawdzić ten tytuł na:
A jeśli Was to zainteresowało, zapraszamy na seans → Dakara Boku wa, H ga Dekinai. w AnimeGate
Partnerem strategicznym 𝕋𝕆𝕆𝕮𝔸𝔾𝔼ℝ𝕆 jest AnimeGate

