Falkon 2026 – nienawiść, cosplay i azjatyckie przysmaki

Festiwal Fantastyki Falkon jest jednym z największych i najważniejszych wydarzeń kulturowych organizowanych w Lublinie. W tym roku jako jeden z administratorów Strefy Anime udałem się na ten osławiony konwent, aby sprawdzić jego stan. Powód? Ciekawił mnie jego obecny stan. Otóż to niegdyś ogromne wydarzenie zostało mocno dotknięte Pandemią i dopiero w 2024 powróciło do Lublina, ponownie zrzeszając fanów fantastyki oraz anime.
Pod wieloma względami festiwal ten osiągnął to, czego nie zdołały podobne konwenty w innych miastach m.in. w Rzeszowie, czyli zmartwychwstanie po kilkuletniej nieobecności. Sam nigdy wcześniej nie wizytowałem Falkonu, a co za tym idzie, odbierałem go bez znajomości poprzednich edycji.
Jednakże podczas wydarzenia spotkałem paru gości i wystawców, którzy opowiedzieli mi trochę o różnicy między obecnym Falkonem a tym sprzed Pandemii. Nie będę oczywiście pisał, kim były te osoby, aby mogły zachować anonimowość.

Organizacja i lokalizacja
Tegoroczny Falkon miał miejsce w Zespole Szkół Elektronicznych przy ulicy Wojciechowskiej w Lubinie w dniach 20-22 lutego. Przygotowany został przez Federację Fantastyki Feniks, posiadając licznych patronów medialnych, m.in. Nową Fantastykę, RadioAnime24, magazyn literacki Fahrenheit czy Polską Fundację Fantastyki Naukowej.
Budynek szkoły udostępnił festiwalowi parter i trzy piętra składające się na liczne sale i korytarze przeznaczone dla wystawców. Ludzi było pełno, a w niektórych godzinach ciężko było przepchać się korytarzem z powodu ich natłoku. Szczególnie dużo osób było w sobotę, gdy miejsce miał konkurs cosplay, choć już pierwszego dnia zdarzały się sytuacje, gdzie całe pomieszczenia były zapchane i wszystkie siedzące miejsca na sali zajęte, zmuszając wiele osób do stania pod ścianami.
Wskazuje to na dużą popularność i zainteresowanie Falkonem, choć podobno przed Pandemią osób było znacznie więcej. Ciężko mi jednak powiedzieć ile łącznie uczestników przetoczyło się przez festiwal, choć osobiście obstawiam koło trzech tysięcy. Nic tylko czekać na podsumowanie konwentu przez organizatorów i podanie dokładnej lub zaokrąglonej liczby uczestników.

Wystawcy
Na Falkonie obecnych było kilkudziesięciu wystawców oferujących książki, przypinki, koszulki, smakołyki, a nawet broń białą. Po tym, jak natrafiłem na sprzedawcę granatów, byłem pewien, że na Falkonie znajdzie się dosłownie wszystko. Wystawcy zostali podzieleni na cztery typy i rozdzieleni od parteru po trzecie piętro.
Na samym dole znajdowali się głównie sprzedawcy żywności, choć nie tylko. Na końcu parteru w dość obszernej sali zgromadziła się masa nienawiści jątrzącej się w każdym uczestniku. Kącik plujący ci w twarz jadem wzbogacał się na niewinnych osobach, oferując wszelkiej maści jadowite, przepełnione nienawiścią wyroby — od naklejek po koszulki i torby. Sam pozwoliłem, by ta nienawiść zalęgła się we mnie, kupując parę przedmiotów.
Uważam, że wiele z nich stanowi doskonały prezent dla rodziny i znajomych. Oczywiście obok pełnego nienawiści sklepiku znajdowało się też drugie większe stoisko sprzedające liczne przedmioty związane głównie z mangą i anime, np. figurki gundamów czy Albedo z Overlorda (ta w sumie zdominowała na innym stoisku resztę figurek), ale nie brakowało w ich ofercie też przedmiotów z popularnych w Polsce gier, a dokładniej Gothica i Clair Obscur Ekspedycji 33.
Ostatnie piętro skupiało miłośników gier planszowych. Można było znaleźć tam pełno rozmaitych stanowisk sprzedających kostki do gier, monety, figurki czy elementy ubioru. Uczestnicy mogli tam zapoznać się z zasadami planszówek, pograć z innymi czy zakupić własną grę, gdyż tych było bardzo dużo. Piętro pierwsze i drugie skupiały się natomiast na wystawcach oferujących książki oraz wszelkiej maści upominki, np. przypinki, koszulki, torby czy figurki z anime.
Pech chce, że nie pamiętam, co dokładnie było na każdym z tych dwóch pięter, ale można tam było zastać m.in.: stanowisko wydawnictwa Mięta, na którym obecna przez długi czas była Katarzyna Berenika Miszczuk czy zaraz obok stoisko pisarza słowiańskiej prozy Franciszka Marka Piątkowskiego.
Piętro wyżej lub niżej stało stoisko skupiające się głównie na twórczości Pilipiuka i Komudy, gdzie było wszystko: od pierników przez książki po granaty ręczne, jak również stanowisko młodego wydawnictwa Mocne Strony, na którym obecni byli dwaj autorzy sprzedający swoje powieści (Sylwia Gudyka i Łukasz Rzadkowski).
Prócz nich znaleźć można było kilka innych wydawnictw oraz stanowisk, np. jedno skupiające się na adopcji lubelskich królików. Innymi słowy, atrakcji i okazji do wydania pieniędzy nie brakowało.

Cosplay
Jak konwent, to i cosplay. Zgodnie z oczekiwaniami na Falkonie w tym roku zjawiły się dziesiątki cosplayerów. Nie brakowało osób zarówno z Polski, jak i zagranicy. Nie dane mi było być obecnym przez cały konkurs cosplayu, ale przez dwa dni krążyłem po konwencie, obserwując zgromadzone osoby. Wśród nich znaleźć można było zarówno fanów tworzących kostiumy hobbystycznie w domowych zaciszach, jak i osoby, które z pewnością nie szczędziły pieniędzy i czasu, aby stworzyć bardzo profesjonalnie wyglądające stroje.
Spotkać tam można było cosplayerów z każdej grupy wiekowej: od dzieci po osoby w zaawansowanym wieku. Fani Gwiezdnych Wojen, Wiedźmina, anime oraz rozmaitych gier — wszyscy zgromadzili się na Falkonie, by prezentować swoje stroje uczestnikom konwentu oraz brać udział w konkursie, choć jak to zawsze bywa, części cosplayerów nie interesował ów konkurs. Opisywać go też nie będę, gdyż jak wspominałem, nie mogłem być obecny na całym wydarzeniu.
Wśród cosplayerów spotkać można było wiele osób prezentujących bardzo wysoki poziom swojego stroju. Z pewnością spędzili oni wiele czasu na doskonalenie swej prezencji, wykazując tym swoje zamiłowanie do tego popularnego hobby. Przykładem może być cosplayerka klumczito obecna na konwencie w pięknie wykonanym elfim stroju.

Prelekcje
Falkon 2026 mógł poszczycić się 141 prelekcjami oraz wieloma innymi wydarzeniami jak warsztaty, panele dyskusyjne czy konkursy. Cechowały się dużą różnorodnością, gdyż nie brakowało prelekcji o tematyce gwiezdnowojennej czy z mrocznego uniwersum Hello Kitty, jak i tych o anime bądź prozie fantastycznej. Wiele z nich prowadziły osoby znane z konkretnych fandomów lub polscy twórcy m.in. pisarze.
Niektóre z tych prelekcji cieszyły się bardzo dużą popularnością. Jako przykład mogę tu przywołać Warsztat pisarski w fantastyce prowadzony przez znanego polskiego pisarza Adama Przechrztę. Chętnych na prelekcję było więcej, niż mogła pomieścić sala i wiele osób musiało stać przy wejściu, słuchając prowadzącego. Dzięki tej różnorodności każdy uczestnik festiwalu mógł znaleźć coś dla siebie.
Sam uczestniczyłem tylko w części prelekcji, ale spośród nich trzy szczególnie przykuły moją uwagę. Pierwszym był prowadzony przez R.G. Sawickiego panel Tortury i okrucieństwo w starożytności cieszący się bardzo dużą popularnością, drugim wspomniany panel Adama Przechrzty, a trzecim Mroczni bohaterowie, czyli jak tworzyć moralnie złożone postaci, na którym obecni byli trzej znani polscy pisarze: Mateusz Sawczyn, Jakub Ćwiek i Andrzej Pilipiuk.

Goście specjalni
Bez wątpienia najważniejszym gościem tegorocznego Falkonu była legenda polskiego dubbingu — znany z gier, filmów animowanych czy audiobooków Jarosław Boberek. Ten doskonale znany Polakom jako król Julian z Madagaskaru, Magister z Wiedźmina 1 czy Milten z Gothica 2 aktor głosowy zebrał niemal pełną salę gimnastyczną, będąc pokonanym tylko przez konkurs cosplay.
Oprócz Jarosława Boberka obecni byli sławni polscy pisarze: Jacek Komuda, Andrzej Pilipiuk, Jakub Ćwiek czy Michał Gołkowski, cieszący się niewiele mniejszą popularnością na konwencie. Nie zabrakło też znanych cosplayerów, youtuberów oraz osób ze środowiska gier planszowych z naciskiem na papierowe RPG.
Liczba gości specjalnych wynosiła wedle strony festiwalu 37, lecz w rzeczywistości było ich więcej, gdyż np. liczący się jako gość Urbex History składa się z trójki osób, a Stowarzyszenie „Topory”, dysponujące dość sporym stanowiskiem, z jeszcze liczniejszej gromadki. Od każdego z gości można było uzyskać autograf, cyknąć zdjęcie lub odbyć krótką rozmowę.

Ceny i koszta
Cena konwentu wydawała mi się nieco przesadzona, zwłaszcza biletów w kolejnych turach. Sam kupiłem karnet trzydniowy w pierwszej turze i zapłaciłem o wiele mniej niż ci z trzeciej tury, ale dalej zdawało się to nieco za wysoką opłatą. O ile na konwenty jeździ się, aby przewalić dużo kasy na często niezbyt użyteczne pierdoły, jak przypinki czy magnesy, to ceny niektórych przedmiotów były też przegięciem.
Tu jednak wątpię, by organizatorzy mieli na to wpływ. Faktem jest, że kupiłem znacznie mniej rzeczy niż na innych konwentach, gdyż jakość towarów zdawała mi się nie odpowiadać cenom rodem z Zakopanego. Jedzenie oferowane w stoiskach było bardzo dobre i cieszyło mnie, że było tyle opcji do wyboru, choć branie 8 zł za około 300 ml wody powinno być karalne.
O ile nie uważam, by Falkon był strasznie drogi, to z pewnością pod tym względem znajduje się w czołówce odwiedzanych przeze mnie konwentów. Sytuacja ta jest gorsza dla tych, którzy przyjeżdżają na cały festiwal z odległych miast, choć wiele ułatwia dostępność do żywności oraz obecność licznych sleeproomów. Ci jednak, co nie korzystają ze sleeproomów, jak ja, muszą liczyć się z wydaniem kilku stów, najpewniej koło pół tysiąca, na sam pobyt.
Doliczyć należy tu ponad stówę na wejściówkę i kolejne stówy na jedzenie, bo ciepły posiłek na stoiskach Falkonu kosztował mnie dosłownie tyle, co obiad w restauracji. Nie, nie żartuję, bo jednego dnia faktycznie wolałem się przejść do restauracji i za większą ilość ciepłego posiłku zapłaciłem tylko 5 zł więcej.
Może i bym nie rozpisywał się oraz nie narzekał tak na kwestie finansowe, gdyby trwający 3 dni pobyt na Targach Książki w Krakowie nie kosztował mnie o połowę mniej niż wizyta na Falkonie. Niektórym też może to nie przeszkadzać, ale osobiście martwi mnie fakt, że z roku na rok konwenty są coraz droższe, zwłaszcza że według paru osób, z którymi rozmawiałem, poprzednie edycje były tańsze. Tu jednak nie mam jak tego zweryfikować, bo to był pierwszy Falkon, w jakim uczestniczyłem.

Podsumowanie
Falkon 2026 prezentował się dość dobrze na tle innych konwentów, choć z pewnością nie było idealnie. Przeznaczony na festiwal budynek zdawał się nieco zbyt „ciasny”. W porównaniu do takiego Ryuconu, Aiconu czy nieistniejącego od pandemii Lotusa, czułem się zanadto ściśnięty w korytarzach, często musząc przeciskać się między osobami.
Falkon zdaje się potrzebować więcej przestrzeni, bo jeśli nosisz plecak lub masz zajmujący sporo miejsca strój jako cosplayer, to co chwilę możesz być popychany i trącany przez ludzi, gdy stoisz przy jakimś stoisku. Na pochwałę jednak zasługuje obecność oddzielonej i nieustannie pilnowanej bagażowni, która obok szatni była bardzo użyteczna.
Nie uważam tylko, by lokalizacja szatni była rozważna, gdyż była ona na sali gimnastycznej. Powodowało to sporo problemów, m.in. zator przy wejściu na nią oraz darcie się dzieci i licznych uczestników przy szatni, gdy na tej samej sali siedziało w ciszy kilkadziesiąt osób, słuchając słów gości specjalnych np. Jarosława Boberka czy Jakuba Ćwieka.
Momentami bywało to niezwykle irytujące, zwłaszcza że sala gimnastyczna była najdalej położonym od wejścia pomieszczeniem Falkonu. Z tego też względu nowi goście musieli się przepychać przez dwa długie korytarze i sekcję z żywnością, aby odłożyć kurtki w szatni, nasilając w ten sposób tłok na parterze.
Kwestia szatni była najbardziej irytującym elementem Falkonu i dodawała pracy wolontariuszom, bo ludzie przychodzili w zabłoconych butach z pokrytych topniejącym śniegiem chodników Lublina. O ile przez większość czasu było czysto, to okazjonalnie całe korytarze były zafajdane i wiele osób jednocześnie je czyściło mopami.

Jak jednak ostatecznie wypadło wydarzenie? Dość przyzwoicie. Czas na Falkonie spędziłem dobrze i mimo paru bolączek (ścisk, szatnia etc.) spędziłem tam dwa przyjemne dni. Ostatniego dnia jednak nie uczestniczyłem, bo nie widziałem tam nic specjalnie wartego przedłużania pobytu.
Prelekcje były różnorodne i bez wątpienia to najsilniejszy punkt festiwalu. Położenie było dość dogodne, choć sam budynek mógł być lepszy. Zaproszeni goście zachęcali do wizyty na festiwalu, a i można było spokojnie zjeść, jeśli akurat dużo ludzi nie okupowało „korytarza gastronomicznego”.
Czy warto było udać się na Falkon 2026? Tak. Czy udam się na kolejną edycję? Prawdopodobnie. Jednakże jeżeli za rok organizatorom nie uda się sprowadzić ciekawych gości, to jest duża szansa, że daruję sobie wizytę z powodu cen oraz paru wspomnianych problemów.
Gorąco zachęcam organizatorów, by zmienili położenie szatni, aby nie irytować uczestników, a najlepiej poszukać jakiegoś budynku o szerszej powierzchni użytkowej, bo ścisk momentami był dość irytujący.
Na koniec chciałbym pozdrowić organizatorów oraz wszystkie osoby, z którymi zamieniłem kilka zdań na konwencie, w tym cosplayerów, którzy zgodzili się, abym uwzględnił ich zdjęcia w artykule. Pozdrawiam i do zobaczenia w przyszłości 😉
Zachęcamy do innych relacji naszej ekipy z polskich konwentów anime i fantastyki, m.in.: Aicon 2024, Pyrkon 2024 czy Tsuru 2023.
Galeria














































