Lista 30 anime wartych obejrzenia przez weekend – część 2/5

Witam ponownie. Tak jak obiecałem: godzina 12 i czas na drugą część listy 30 anime wartych obejrzenia przez weekend (co prawda dzień spóźnienia, ale trudno). Tym razem będzie sporo krócej, gdyż cztery z sześciu wymienionych przeze mnie tytułów było omawiane wcześniej; czy to w ramach osobnych recenzji czy poprzedniej listy. Ta część także będzie pisana „na luźno”, więc bez zbędnego przedłużania zapraszam na drugą część tej sporej listy. Kolejność tytułów alfabetyczna.

Chuunibyou demo Koi ga Shitai!

Miłość. gimbaza i kosmiczna faza„, bo pod taką nazwą jest znane u nas Chuunibyou demo Koi ga Shitai! jest tytułem dość niecodziennym, gdyż do komedii i romansu dodaje wątki „nadprzyrodzone”. Pamiętacie, jak bawiliście się ze znajomymi lub rodziną i wyobrażaliście sobie niestworzone rzeczy? To tak samo jest tutaj. Bohaterowie wyobrażają sobie, że są potężnymi wojownikami/magami i przeżywają swoje przygody. Jako, iż już pisałem wcześniej o tym anime i nie ma potrzeby niczego więcej dopowiadać, to odsyłam do swojej recenzji pod tym linkiem.

Chuunibyou demo Koi ga Shitai!

Darling in the Franxx

Darling in the Franxx należy do tych tytułów o których mógłbym opowiadać z wielkimi emocjami, ale tego nie chcę. Anime, które doprowadziło mnie niejednokrotnie do łez i na koniec seansu zostawiło mnie z uczuciem wewnętrznej pustki. Dramat mecha o upadku cywilizacji, manipulacjach, eksperymentach naukowych (często nieetycznych) i wielu innych nieprzyjemnościach. Zdecydowanie warto dać mu szansę.

Przez bardziej znających anime, Darling in the Franxx jest nazywany „gorszym Evangelionem” (ma nawet podobną ilość odcinków). Sam nie podzielam tej opinii, gdyż nie oglądałem jeszcze Neon Genesis Evangelion. Kiedyś przyjdzie na nie pora, ale najpierw muszę przygotować się mentalnie na „wpierdol emocjonalny”, o którym mi nie raz powtarzano. W ramach ciekawostki mogę dodać, że druga połowa Franxx’a jest pełna sytuacji, przy których uroniłem nie jedną łzę. Podobnie było z innym tytułem, na który musicie jeszcze trochę poczekać.

Darling in the Franxx

Go-toubun no Hanayome

Ze skrajności w skrajność, tak można określić tę część listy. „Sposób na pięcioraczki” to dwusezonowy rom-com o chłopaku, który aby zarobić pieniądze zaczął udzielać korepetycji. Nie spodziewał się jednak, że jego uczennicami będą koleżanki z klasy. Każda z nich jest dobra w jednej z pięciu kategorii przedmiotów szkolnych, ale żadna nie potrafi przekazać swojej wiedzy w sposób zrozumiały dla pozostałych. Do tego jeszcze dochodzi lenistwo sióstr, które nie potrafią się zmotywować do nauki. I wtedy wchodzi on, (cały na biało XD) korepetytor i motywator w jednym.

Do tej mieszanki dochodzi jeszcze nutka tajemnicy. Dawno temu bohater spotkał jedną z sióstr i się w niej zakochał, lecz wszystkie wyglądały wtedy identycznie. Więc oprócz nauki pięcioraczków stara się też odnaleźć swoją dawną miłość. Chciałbym napisać o tym wątku coś więcej, ale nie chcę wchodzić w spoilery, dlatego nie pozostało mi nic innego, jak zachęcić was do obejrzenia tego anime.

Go-toubun no Hanayome

Golden Time

Kolejna pozycja na liście i okazuje się, że coś o niej wcześniej pisałem. Golden Time nazywany przeze mnie żartobliwie „Złotym Czasem” to historia chłopaka z amnezją (jakże oryginalne), który dzięki pewnej dziewczynie postanowił studiować prawo w Tokyo. Tam spotyka dwójkę osób z którą przeżywa różnorakie przygody. Aby znowu nie pisać o tym samym to odsyłam was do poprzedniej listy i jednocześnie zachęcam do obejrzenia, bo pomimo pewnej schematyczności jest to naprawdę dobry tytuł przy którym nie zmarnujecie swojego czasu (ale gra słów mi wyszła XDDD).

Golden Time

Hige wo Soru. Soshite Joshikousei wo Hirou.

I znowu to samo. Higehiro było poruszane przeze mnie aż dwa razy; zarówno przy liście 7 normalnych anime, jak i dostało swoją własną recenzję. Całkiem sporą recenzję. No ale co się dziwić, skoro Hige wo Soru. Soshite Joshikousei wo Hirou. pod płaszczykiem opowiadania codziennego życia dwójki obcych sobie osób kryje historię o upadku człowieka na samo dno, aby ten później powstał odmieniony na lepsze. Polecam zapoznanie się z tym anime jak i z moją recenzją dostępną tutaj, gdyż włożyłem w nią kawał pracy i uważam ją za jedną z lepszych napisanych przeze mnie.

Hige wo Soru. Soshite Joshikousei wo Hirou.

Horimiya

Przyrzekam, to już ostatni raz (w tej części), ale znowu muszę was odesłać do moich poprzednich tekstów. Horimiya to cudowny tytuł (połączenie nazwisk bohaterów) o którym ciężko opowiedzieć coś nowego bez dodawania spoilerów, dlatego tak samo jak przy Higehiro zachęcam was do zapoznania się z nim, czy to przez obejrzenie samego anime czy przeczytania mojego krótkiego tekstu nazwanego pieszczotliwie polecajką (mimo wszystko polecam obejrzeć).

Horimiya

I to byłoby na tyle, jeśli chodzi o część drugą. Sporo odsyłania do poprzednich tekstów było. W następnej części poruszę takie tytuły jak chociażby Kill la Kill czy Kobayashi-san Chi no Maidragon.

FireX

Główny redaktor Strefy Anime. Przy okazji piszę jakieś teksty o anime, kiedy złapie mnie na to ochota. Jeśli chcesz śledzić moją ścieżkę ze światem anime to łap link do anilist'a: https://anilist.co/user/micha4525/

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments