Always a Catch! – villainess baiting?

Sięgnąłem po „Always a Catch!: How I Punched My Way into Marrying a Prince” lub „Nigashita Sakana wa Ōkikatta ga Tsuriageta Sakana ga Ōkisugita Ken” z nadzieją, że okaże się kolejnym villainess anime. Niestety dostałem tylko, a może aż, komedię romantyczną shoujo (dla nastolatek) w settingu przypominającym te ze wspomnianego gatunku. W dodatku po seansie muszę przyznać, że choć wątek romantyczny jest czysto schematyczny, to pozostałe elementy wyróżniają się trochę na plus.
Zapowiedź
Romcom
Punktem wyjścia anime jest przyjazd Marii „Mimi” Annovazzi do sąsiedniego królestwa w ramach swoich poszukiwań męża. Wychowywana dotychczas jako męski następca i nieobyta w obyczajach dam, nie była zbyt atrakcyjną partią. Po nieudanych poszukiwaniach trafia wreszcie do swojej przyjaciółki Aidy, która może jej pomóc. Aida jest idealną damą, a Mimi jej przeciwieństwem – chłopczycą.
Te poszukiwania skutkują zaprezentowanym w zwiastunie zakończeniem pierwszego odcinka anime – pierwszy książę zrywa z Aidą w stylu finału gier otome. Ze swym dramatycznym wyzwaniem nie zwraca jednak się do swojej dotychczasowej wybranki, tylko do głównej bohaterki – Mimi. Jedyną wspólną cechą dziewczyn był kolor ich włosów.
Nie tylko zwiastun coś zdradza. Po czołówce (openingu) znamy już wszystkie pary i wiemy, z kim skończy ex-narzeczona czy nasza bohaterka. Pozostaje zatem tylko jedno pytanie – jak będą rozwijać się ich relacja?
Od początku śledzimy przede wszystkim Mimi, która zgodnie z tytułem anime przyjechała znaleźć dobrą partię. Znajduje ją już w pierwszym odcinku, a wyhaczona przez nią partia jest najlepsza – pierwszy książę królestwa Renatio.
On, z dobrej królewskiej rodziny, pracowity i silny. Ona, również z dobrej książęcej rodziny (ale zagranicznej i w dodatku dość prowincjonalnej), radosna i silna. Przez to ostatnie Mimi wpada w archetyp goryla i chłopczycy. Jest za tym więcej historii, ale może lepiej samemu ją odkryć.
Ich romans jest rozłożony na cały sezon anime i składa się z obowiązkowych punktów jak niepewność co do miłości, mówienie sobie po imieniu i dodatkowych przeszkód zewnętrznych – płeć przeciwna na horyzoncie lub poznanie rodziców. Obserwując ich wspólną podróż, skaczemy między uroczymi a gagowymi sytuacjami.
Niestety od początku koncentrujemy się wyłącznie na głównej parze z epizodycznymi okruszkami innych wątków. W pewnym momencie to krążenie wokół Mimi i Renatio bez większych urozmaiceń staje się męczące. Nawet gdy jedno z nich znika z ekranu, myśli i zachowania drugiej osoby wciąż krążą wokół niej.
Inni bohaterowie tylko zapowiadają swoje wątki albo są punktem wyjścia do kolejnego gagu. W pewnym momencie widzimy z daleka, że coś stanie się gagiem dla naszej pary, jak ubrudzona na czerwono chusteczka do nosa. W tym przypadku jedyną moją myślą było to, by ten gag nie został przeciągnięty. Na szczęście skończył się w następnej scenie.
Finalnie przechodzimy do innych wątków i odhaczamy je w kilku ostatnich odcinkach anime, by wszystkie splotły się przyjemnie w finale. Ukróca to częściowo nudę, jednak przyjemniej byłoby, gdyby „Always a Catch” wcześniej znalazło miejsce na przeplatanie wątków.
Animacja i setting
Gatunkowość anime odnajduje się również w animacji. Przynależność do romansu shoujo daje choćby okazję do ścian kwiatów jako przejść między scenami. Jednak romans i gagi wykorzystują wszystkie emocjonalne przesadzone efekty, by podkreślić miłość, absurd lub komediowość danej sceny. Jak wiadomo, sitcom bez śmiechu z puszki potrafi być nieśmieszny.
Właśnie dzięki nim komedia wybrzmiewa dużo lepiej. Światło akcentujące efekty zauroczenia i błogość stają się powtarzalne. Z kolei komedia ma okazję na oryginalność – nawet jeśli operuje powtarzalnymi elementami, to zawsze da się znaleźć w nich nieco oryginalnego kontekstu. Jest to szczególnie skuteczne z racji na uwielbienie dla czerwonych śledzi w fabule. Sama scena zerwania zaręczyn, czy mina z negatywnym zestawem emocji może okazać się czymś zupełnie przeciwnym po zmianie perspektywy.
W podobny sposób żarty sięgają do wspomnianej chusteczki do nosa, przyzwoitki, czy innych elementów z epoki. Wykorzystanie tych elementów jest nieco odświeżające wśród anime, które dużo oszczędniej korzystają z regencyjnej stylistyki.
Mimo tych ciepłych słów, kostiumy wydają mi się nieco wybijające. Suknie nie są zawsze spójne – np. mają różne dekolty – czy nie pasować do sytuacji – np. na balu ktoś pojawia się w „codziennej sukni”. Jeśli zwraca się na takie rzeczy uwagę, może być to nieco wybijające. Jednak to tanie anime, nie można zmieniać ubrań co odcinek (prawda?), a assety ułatwiają produkcje.

Nie villainess anime?
Finałowa scena pierwszego odcinka w oczywisty sposób nawiązuje do oczekiwanej zguby nikczemnicy. Nie jest to jednak pierwsze ani ostatnie anime, które w stylistyce regencyjnej wykorzystuje takie sceny. Tak zaczyna się „The Magical Revolution of the Reincarnated Princess and the Genius Young Lady”, jednak anime później wpada raczej w zupełnie inne tropy gatunkowe i można mu przypisać jeszcze wiele baitingów.
„Always a Catch” w podobny sposób podejmuje tematu konwenansów społecznych i obgadywania. Jednak ich egzekwowanie lub konsekwencje nigdy nie stają się jawnym nękaniem. Nawet jeśli dochodzi do wyśmiewania, nieokrzesana i szczera Mimi rozwiewa wszelką niechęć w zarodku, a gdy słyszy się plotki najlepiej znaleźć kogoś, kto zna prawdę.
Mimo tego romans i komedia są tak dominujące, że trudno znaleźć tu miejsce dla tropów rodem z villainess anime lub otome isekaia. Nie ma potencjalnej zguby, nikt nie wie nic o przyszłości i mamy zwykłe fantasy (inny świat). W dodatku protagonistka wychodzi z punktu nieobytej – jej celem jest stanie się przykładną damą i wpisanie się w genderową rolę kobiety na jej pozycji. Taki cel jest przeciwieństwem typowej nikczemnicy. Sam świat regencyjny, pewne elementy rodem z gry otome, czy ewidentny romans skierowany do żeńskiej publiki w tym przypadku nie wystarcza, by nazwać je villainess anime.

Podsumowanie
Jeśli ktoś nie boi się wolnego tempa z pełną humoru i (schematycznej) czułości relacji, to „Always a Catch” może być dobrym wyborem. W końcu nie każde anime ma na YouTube fanowskie kompilacje absurdalnych scen. Mimo swoich niedociągnięć anime pod koniec sprawnie przyspiesza i zbiera większość wątków do satysfakcjonującego końca. W swoim trwaniu w schematach potrafi subtelnie przekazać też coś wartościowego. A to wszystko nie będąc villainess anime!!!
Always a Catch! na platformach:
