Tatami Galaxy – nowy, stary ja
Czy czasem zastanawiasz się, czy twoje życie byłoby „lepsze”, gdybyś podjął inne decyzje?

Tatami Galaxy (四畳半神話大系) znana też pod alternatywnym angielskim tytułem 4½ Tatami Mythological Chronicles (dosłowne tłumaczenie japońskiego tytułu) jest adaptacją powieści Tomihiko Morimiego z roku 2004 wykonaną przez studio Madhouse, znane z podejmowania się trudnych, ambitnych produkcji (m.in. Paprika, Perfect Blue, Casshern Sins, Boogiepop Phantom). Całość wyreżyserował Masaaki Yuasa, który niejednokrotnie już eksperymentował z animacją i granicami typowej, czasem tendencyjnej estetyki anime (odpowiadał za m.in: Mind Game, Kaiba, Ping Pong).
Historia ta bywa klasyfikowana jako komedia, czasem jako (raczej niespełniony) romans, ale w mojej opinii najtrafniej można ją opisać jako serial psychologiczny.
W poszukiwaniu wygranej na drodze do przegranej
W historii podążamy za protagonistą nazwanym JA (私 – watashi), który ma jedno marzenie: przeżyć lata studenckie w sposób barwny i dający spełnienie. Co ma na myśli? Powszechne pragnienie osób idących na studia – krąg przyjaciół, możliwość realizacji pasji oraz spotkanie miłości życia. Rzeczywistość uwielbia jednak rewidować takie marzenia.

Normalne jest więc, że rozpamiętujemy utracone możliwości – ile razy ciemną i bezsenną nocą powtarzaliśmy sobie, że gdybyśmy tylko podjęli inne decyzje, to nasze życie ułożyłoby się zupełnie inaczej? Szczególnego znaczenia taka analiza nabiera, gdy sami siebie uznamy za tzw. „przegrywa”, a naszą młodość za zmarnowaną. Mimo naszych najlepszych starań ostatecznie w życiu nie wyszło, a sławetny złoty okres młodości został zaprzepaszczony.

Wtedy w naszej własnej wyobraźni rozpatrujemy różne scenariusze: co gdybyśmy spotkali innych ludzi, co gdybyśmy wybrali inny kierunek studiów (lub po prostu studia sobie darowali), co gdybyśmy w kluczowych momentach naszego życia zachowali się inaczej? Lubimy wierzyć, że nasze życie potoczyłoby się inaczej, a „przegryw” zostałby zastąpiony „wygrywem”, albo przynajmniej życiem, które „ujdzie”.
Tatami Galaxy jest dialogiem z właśnie takimi zwykle dręczącymi rozważaniami. Motorem napędowym fabuły jest żal głównego bohatera, niezadowolenie z miejsca, w którym się znalazł w swoim życiu oraz przekonanie, że gdyby tylko miał jeszcze jedną szansę, postąpiłby inaczej i wszystko potoczyłoby się dobrze.
W rzeczywistości jest to nic innego jak ucieleśnienie klątwy małpiej łapki, ponieważ co odcinek widzimy jego życie, czy raczej okres studiów przeżyty na nowo, często tak jak sobie tego zażyczył pod koniec poprzedniego odcinka, jednakże mityczny „wygryw” nie przychodzi.

Każde kolejne przeżyte na nowo życie w rzeczywistości wiedzie do „przegrywu”. Dlaczego? Bo nie tylko o wybory tu chodzi. Każde alternatywne życie ma z sobą jeden punkt wspólny – JA: jego charakter, usposobienie oraz wyuczone w trakcie dojrzewania wzorce.
Czy naprawdę można wybrać inaczej?
Anime to stawia tym samym jedno proste pytanie: może to, gdzie jesteśmy teraz (nawet jeśli jest to stan „przegrywu”), to nie tylko suma naszych decyzji i wyborów, a podjęcie innych decyzji wcale nie przyniosłoby zbawienia? Może w rzeczywistości naszym największym wrogiem, tym kto nas naprawdę sabotuje i uniemożliwia osiągnięcie szczęścia, jesteśmy my sami?
Jak by nie patrzeć, nawigując przez życie, kierujemy się niekompletnymi informacjami, a motywacje innych ludzi i związki między różnymi wydarzeniami często pozostają dla nas niejasne. Mimo to staramy się (podobnie jak protagonista) jak najlepiej wykorzystywać to, co otrzymaliśmy od losu i w miarę możliwości podejmujemy decyzje, które wydają się nam optymalne.

Opisywana tu historia podejmuje ten temat. Każda kolejna wersja rzeczywistości, w której żyje JA, tak naprawdę osadzona jest w tym samym konkretnym czasie i miejscu. Z każdą historią coraz lepiej rozumiemy motywacje pojawiających się postaci i rozjaśniają nam się związki między wydarzeniami (oraz to, jak wiele z tego, co się dzieje, jest tak naprawdę niezależne od protagonisty). Ktoś, kto w jednej historii jest zimnym wrogiem, w innej (bo podjęte zostały odmienne decyzje) może okazać się sojusznikiem, a motywy jego działania staną się dla nas jasne.

Subiektywizm jest kluczem interpretacyjnym tej opowieści. Postacie, które dostrzegamy oraz wydarzenia, w których uczestniczymy, są nieustannie filtrowane przez indywidualny punkt widzenia reprezentowany przez JA. O pięknie czy brzydocie postaci nie świadczy to, jakie one są w rzeczywistości, ale to, jak je sobie wyobraża lub jak je postrzega JA.

JA jest tak naprawdę hipostazą każdego z nas, czy może raczej hipostazą naszych problemów, przeżyć, marzeń i lęków z okresu, gdy ma się około dwadzieścia lat. Jego przygody pozwalają go uznać za współczesną, japońsko-studencką wersję Jedermanna – Everymana znanego ze średniowiecznych niemieckich moralitetów, czemu zresztą sprzyja epizodyczna formuła. Co więcej, poniekąd historia ta jest z bardzo konkretnym morałem (choć jakże odmiennym od schematycznego teatru średniowiecza).
Awangardowy monolog „Ja”
Pewną trudnością w obcowaniu z tym dziełem popkultury japońskiej jest to, że Tatami Galaxy to ekranizacja dość wierna – mam tu na myśli narrację ciągłą, przypominającą lekturę książki. Protagonista (JA) w zasadzie nie ustaje w swym wewnętrznym dialogu, dostarczając komentarza do zachodzących na ekranie wydarzeń oraz naturalistycznie przedstawia swój stan psychiczny i emocjonalny. W dodatku mówi szybko, przez co obcując z dziełem poprzez napisy, jest się niejednokrotnie zmuszonym do pauzowania tylko po to, aby nie utracić fragmentu tekstu.
Tatami Galaxy to serial ambitny, wyróżniający się na tle innych typowych produkcji anime. Animacja, montaż, rytm oraz narracja jest awangardowa, więc niektórzy nienawykli do eksperymentów animacyjnych widzowie mogą poczuć się zagubieni lub nawet odrzucić tę produkcję. Postacie są zdeformowane, kreska nie przypomina typowej kojarzonej z anime estetyki, zamiast tego reżyser świadomie eksperymentuje z możliwościami opowiedzenia historii za pomocą medium, jakim jest animacja. Jeśli zatem masz dość, drogi czytelniku, miałkiego, przygotowanego od sztancy animacyjnego slopu, to jest to historia dla ciebie.

Na koniec pozostaje tylko jedno pytanie – czy istnieje droga do „wygrywu” i jeśli tak, to jaka?
